Od wejścia w życie reformy planowania przestrzennego minęły ponad dwa lata, a w wielu gminach wciąż trwa rozruch. Plany ogólne miały być fundamentem nowego systemu, który zastąpi stare studia uwarunkowań. Termin ich przyjęcia jest jasny i niezmienny: 1 lipca 2026 roku. Brzmi odlegle, ale w praktyce to bardzo mało czasu. Procedury są skomplikowane, konsultacje społeczne czasochłonne, a wykonawców brakuje. Tempo prac widać w liczbach, które trudno ignorować.
Reforma zmieniła zasady gry
Nowelizacja ustawy o planowaniu przestrzennym, która weszła w życie w 2023 roku, zburzyła dotychczasową hierarchię dokumentów. Studia uwarunkowań przestaną obowiązywać najpóźniej 1 lipca 2026 roku, a ich miejsce zajmie plan ogólny gminy. To nie jest kolejny biurokratyczny papier, tylko dokument decydujący o tym, gdzie można budować domy, prowadzić działalność czy realizować inwestycje publiczne. Bez niego gmina nie uchwali nowego miejscowego planu i nie wyda decyzji lokalizacyjnej. Samorządy od lat narzekały na przepisy, które blokowały rozwój. Teraz otrzymały narzędzie, ale również ogromną odpowiedzialność.
Liczby pokazują skalę problemu
Na posiedzeniu sejmowej komisji infrastruktury padły dane, które chłodzą optymizm. Około 90 procent gmin formalnie rozpoczęło prace, lecz w większości to dopiero pierwsze kroki. Prawie 40 procent samorządów przygotowuje dopiero postępowanie przetargowe na wykonawcę planu. Zaledwie około 30 procent posiada gotowy projekt wraz z uzasadnieniem. Konsultacje społeczne przeprowadziło około 2 procent gmin. Uchwalone dokumenty? Tylko dwa przypadki w skali kraju. Średni czas od rozpoczęcia prac do uchwalenia planu wyniósł od 15 do 20 miesięcy.
Patrząc na te liczby, trudno uwierzyć, że termin jest realny. Procedury, uzgodnienia i odwołania potrafią zatrzymać nawet idealnie przygotowany projekt, a większość gmin dopiero rusza z miejsca.
Presja pieniędzy i inwestorów
Kłopot nie dotyczy wyłącznie terminów. Środki z Krajowego Planu Odbudowy muszą zostać wykorzystane w określonym czasie. Ministerstwo rozwoju przyznaje, że prowadzi rozmowy z Komisją Europejską i szuka nowych rozwiązań. Wiceminister nie ukrywa, że termin wyznaczony przez poprzedni rząd od początku wyglądał jak próba sił, nie plan możliwy do wykonania.
Rząd zdążył już przygotować ustawę ratującą najważniejsze inwestycje publiczne. Decyzje o lokalizacji szkół, dróg czy innych obiektów będzie można wydawać także po utracie mocy studiów, zanim powstanie plan ogólny. To jednak jedynie plaster na ranę. Wnioski o warunki zabudowy od 1 lipca 2026 roku będą możliwe tylko w gminach, które zdążą z uchwaleniem dokumentu. Właściciele działek, deweloperzy i inwestorzy mogą odbić się od ściany, jeżeli lokalne procedury ugrzęzną.
Czy gminy zdążą? Dziś najlepiej wyglądają te, które już mają projekt planu i prowadzą końcowe uzgodnienia. Reszta wciąż goni termin. Jeśli w najbliższych miesiącach tempo nie wzrośnie, plan ogólny stanie się symbolem dobrej idei, która uderzyła w mur realiów. A wtedy skutki odczują nie tylko urzędy, ale zwykli mieszkańcy, którzy po prostu chcą budować i żyć w miejscach, które wybrali.
-
-
Wieżowce mieszkalne zamiast biurowców?
9 stycznia 2026 -
-
-
Coraz więcej mieszkań pod klucz
29 grudnia 2025
-
Klauzula waloryzacyjna w umowie deweloperskiej
16 maja 2022 -
Dlaczego warto kupić segment w szeregowcu?
5 marca 2021 -
Tokenizacja nieruchomości
5 stycznia 2022 -
Zielona ściana w lobby Generation Park Y
16 lipca 2021 -
Inwestycja Oaza Mokotów w Warszawie
9 marca 2021
-
-
Mniej kredytów hipotecznych wskutek pandemii
11 stycznia 2021 -
Ustawa “lokal za grunt” bez poprawek
14 stycznia 2021 -
Znowu więcej mieszkań za gotówkę
18 stycznia 2021 -
Decyzje administracyjne opóźniają działania deweloperów
21 stycznia 2021
Zostaw komentarz